Królowa polskich rzek, przepływająca przez wszystkie trzy najważniejsze miasta w historii kraju, bezustannie wywierająca ogromny wpływ na życie mieszkańców Polski - Wisła. 1047 kilometrów długości, przepływ wody przy ujściu do Zatoki Gdańskiej na poziomie 1046 metrów sześciennych na sekundę, obszar dorzecza rzędu 195 tysięcy kilometrów kwadratowych… A to wszystko bierze swój początek pod Baranią Górą, ze źródeł potoków Czarnej i Białej Wisełki, o których beskidzcy górale opowiadają ładną legendę.

Dawno, bardzo dawno temu na południowych terenach dzisiejszej Polski znajdowało się może i niewielkie, za to magiczne, piękne, bogate i potężne królestwo. Władali nim królowa lasów Borana wraz ze swoim mężem, królem gór Beskidem. Mieli trójkę wspaniałych dzieci - syna Lana i dwie córki, Czarnochę oraz Białkę. Ich poddani żyli w szczęściu i dostatku. Niestety przyszedł wreszcie dzień, kiedy sędziwy król Beskid umarł. Wtedy to królowa Borana wezwała swoje pociechy, aby oznajmić im ostatnią wolę zmarłego ojca.

Zgodnie z jego życzeniem, Lanowi przypadła w udziale piecza nad polami i łąkami. Natomiast królewskie córki miały panować nad beskidzką wodą, dbając o to aby zawsze było pod dostatkiem życiodajnej siły. I tak Białka w te pędy pobiegła do doliny, kiedy Czarnocha wybrała powolne, ostrożne zejście ze skał po drugiej stronie Baraniej Góry. Wreszcie siostry spotkały się u stóp wzniesienia i zdecydowały, że w dalszą drogę wyruszą już - a raczej popłyną - razem.

Jednak Białce i Czarnosze drogę zastawił wielki głaz, przy którym stał rycerz Czantor: wierny, nieprzejednany sługa królowej. - Stójcie, królewny! - rzekł rycerz - Dokądże to tak się spieszycie? Po cóż pędzicie do nieznanych, niebezpiecznych krain, skoro w naszym królestwie jest tak cudownie? - dopytywał rycerz. Siostry po zastanowieniu uznały, że mogą jeszcze trochę zostać, rozlewając wodę po pięknie ukwieconej dolinie.

Po krótkim czasie sama Matka Ziemia, której pokornie kłaniali się również Borana z Beskidem, nakazała wypuścić Białkę i Czarnochę, aby poniosły bezcenną wodę dalej, na północ. I znowu Czantor wystąpił przed siostry, tym razem jednak nie miał zamiaru ich zatrzymywać - z dobrego serca poradził im, aby przed wyruszeniem w drogę wysłały jedną falę na zwiady. Przecież nikt w królestwie nie wiedział dokładnie, co może się tam zdarzyć. Królewny zgodziły się z rycerzem, po czym stworzyły razem falę, która miała powrócić z wieściami o dalekiej północy.

I tak fala wypłynęła z Beskidów, skręcając to w lewo, to w prawo, żeby zobaczyć i dowiedzieć się jak najwięcej. Płynęła tak przez spokojne lasy i równiny, aż dotarła do Wawelskiej Skały. Tam naskoczył na nią ziejący ogniem smok - fala zbryzgała oczy bestii pianą i pospiesznie uciekła dalej, cały czas kierując się na północ. Po drodze zbierała nie tylko wieści, ale i kolejne rzeki i rzeczki, gdyby znowu miała napotkać niespodziewane niebezpieczeństwo. Wielokrotnie myślała o tym, że czas już wracać, lecz zawsze zwyciężała ciekawość tego, co czeka za następnym pagórkiem, za następnym lasem, za następnym polem.

Wreszcie fala wysłana przez Czarnochę i Białkę dotarła do morza. Czyste, rozgwieżdżone niebo, masy wody stykające się z horyzontem, szum fal i nowy, intensywnie słony smak sprawiły, że całkowicie zapomniała o swoim zadaniu. Uradowana fala połączyła się z Bałtykiem - siostry nie doczekały się już jej powrotu. Tak samo jak kolejnych fal, które według legendy wytrwale posyłają na północ.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij